POWRÓT NA DOMOWE PODWÓRKO

Niedawno spotkałam chłopca siedzącego na kra­wężniku jezdni, z głową wtuloną między kolana. Ponieważ w pobli­żu nie było innych osób, zapytałam go, dlaczego tak siedzi. Podniósł głowę i zadziornie odpowiedział: „A co, siedzieć nie wolno?” Jednak­że podjął dialog i okazało się, że obraził się na starszą siostrę, która go wyśmiewa i jej na złość oddalił się od domu. „Niech mnie szuka i się denerwuje” — oświadczył. Oj, niełatwo było przekonać chłop­ca do powrotu na domowe podwórko. Może też dlatego, że koledzy wyjechali na wakacje i „nie ma się z kim gonić”. A na uczestnicze­nie w wakacyjnych imprezach w mieście rodzice go nie prowadzą. Samemu nie wolno mu iść, a i śmiałości by nie miał.

NA WIEJSKICH DROGACH

Fascynujące bywają spotkania na wiejskich drogach. To widzę narysowaną na asfalcie żyrafę, to chłopca z rulonem zapełnionym dinozaurami. Ajuż dawno nie spotkałam dziewczynek ze skakan- kami ani chłopców bawiących się kapslami. W mieście też nie do­strzegam dzieci zwisających z trzepaka, bo i trzepaków już pra­wie nie ma. Jednak nie tylko na drodze przez wieś można spotkać idące samo dziecko. Tam czuje się ono bezpieczne, bo zna ludzi mieszkających po jednej i drugiej stronie drogi, a oni znają każde dziecko ze swo­jej wsi. Jakże przyjemnie jest kroczyć drogą przez swój mały, oswo­jony świat.W dużym mieście niekiedy dzieci się gubią, na chwilę odejdą od dorosłych, żeby coś zobaczyć z bliska i potem niełatwo się wzajemnie odnaleźć w tłumie. 

Z DZIECIĘCĄ MIŁOŚCIĄ

Chłopiec wskazywał na nie kolej­no, mówiąc: „To jest dinozaur łagodny, to dinozaur wodny, a to…” (tu padła oryginalna nazwa dinozaura, której nie zapamiętaliśmy). Chłopiec zapytany o imię przedstawił się bardzo elegancko, imie­niem i nazwiskiem, zaspokoił też naszą ciekawość co do wieku: ma pięć lat. A bukiet polnych kwiatów i laurka były przeznaczone dla mamy z okazji jej urodzin. Było to bardzo piękne spotkanie na drodze, spotkanie z Bartkiem i jego niezwykłymi dinozaurami, z prześlicznymi polnymi kwiatka­mi, z dziecięcą miłością. Później dowiedziałam się, że Bartek nie chodzi do przedszkola, a dinozaury są jego pasją.

SPOTKANIE NA DRODZE

Razem z przyjaciółmi szłam drogą prowadzącą przez wieś. Naprzeciw nas szedł chłopczyk, trzymający oburącz zwinięty w rulon papier. Był skupiony, poważny, pięknym zwyczajem wiejskich dzie­ci powiedział „dzień dobry”. Ten trzymany przed sobą rulon zafra- pował mnie, więc zapytałam, czy mógłby nam powiedzieć, co w nim jest? Chłopiec bez wahania zaczął ściągać gumkę, którą owinięty był rulon, a ponieważ wciąż go trzymał w pozycji poziomej, pomo­głam mu uporać się z gumką. Nie był to mądry pomysł, bo rulon się otworzył i na ziemię wysypały się polne kwiatki. Zanim je podnie­śliśmy, chłopiec pozwolił nam obejrzeć rysunki znajdujące się we wnętrzu rulonu, a zarazem je objaśnił. A były tam kredką naryso­wane trzy duże dziwne stwory.

Z WYPOWIEDZI RODZICÓW

Na podstawie wypowiedzi rodziców można sądzić, że wśród młod­szych dzieci jest więcej skowronków, a wśród starszych — niedź­wiedzi („Stary niedźwiedź mocno śpi…”) Znam nawet takich chłop­ców, którzy nigdy nie byli na kolonii ani na obozie właśnie dlatego, „że trzeba wcześnie wstawać”. Ci chłopcy zapewne nie znają wierszyka autorstwa Stanisła­wa Jachowicza, którego w dawnych latach dzieci uczyły się na pa­mięć:Piał kogucik: kukuryku!Wstawaj rano, mój chłopczyku —A chłopczyk się ze snu budzi,Patrzy… dużo chodzi ludzi;Więc się szybko zrywa z łóżka,By nie uszedł za leniuszka;I rzekł: za twe kukuryku Dziękuję ci, koguciku.Gdybym im przeczytała ten tekst, być może by powiedzieli: dla­czego nie należy być leniuszkiem ? A ludzie niech sobie chodzą, jak chcą. Co do kogutów, to my kogucie pianie znamy z filmu.

Bookmarks